W duchowości nie ma próżni

O tym, jak z diabła nie zrobić bożka, o zmęczeniu egzorcysty i pokusie jako dobrym znaku mówi ks. Janusz Czenczek, nowy koordynator posługi księży egzorcystów.

Szymon Babuchowski: Czy kiedy generał jezuitów mówi: „Mamy takie figury symboliczne jak diabeł, aby wyrazić zło”, czuje się Ksiądz zaniepokojony?
Ks. Janusz Czenczek: Wolałbym nie rozstrzygać, „co poeta miał na myśli”. Zwłaszcza że korzystamy z tłumaczeń, które nigdy nie są doskonałe. Natomiast jeżeli chodzi o naukę Kościoła, to tutaj nie ma problemu, bo Pismo Święte jest jednoznaczne w tej kwestii: tak, szatan jest bytem osobowym.

A może żyjemy w czasach, kiedy nawet księża wstydzą się przyznać, że wierzą w realne istnienie diabła?
Akurat z tym bym się nie zgodził. Trudno mi oczywiście mówić o całym świecie, natomiast w Polsce księża nie mają większego problemu ze stwierdzeniem, że jest szatan; że jest on bytem osobowym, wielkim nieprzyjacielem człowieka i Kościoła. Natomiast na pewno pozostaje problem, jak o tym nauczać w społeczeństwie, które myśli obrazami kształtowanymi przez kulturę masową. Jak głosić, że szatan jest; że jest niebezpieczny, ale jak uczyć też, że Jezus Chrystus go pokonał? Bo nie o to chodzi, żeby epatować złem.

Przekaz o szatanie jest dziś wyśmiewany, ale praktyki takie jak okultyzm, magia, radiestezja mają się całkiem dobrze. Czy to nie paradoks?
Paradoks jest pozorny, bo zapominamy o bardzo ważnej rzeczy: w świecie duchowym nie ma próżni. Kiedy wyrzucimy z naszego życia Boga, to miejsce zostaje zagospodarowane przez szatana. To nie musi oznaczać, że ktoś stanie się od razu satanistą. Ale mogą się dziać właśnie te wszystkie sytuacje okultystyczne, wróżbiarskie, magiczne.

Niebezpieczne dla chrześcijanina?
A czy trotyl nie jest niebezpieczny dla sapera? Trudno bawić się w błocie i się nie pobrudzić. Wszystkie praktyki okultystyczne: magia, czary, wróżby, horoskopy, wywoływanie duchów, zabobony, amulety – całe to, za przeproszeniem, badziewie – to są wszystko grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu. Stary Testament mówi jednoznacznie, że to jest cudzołóstwo względem Boga. Natomiast my jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że od razu widzimy efekty naszych działań. Porównanie może infantylne: jeżeli wczoraj nadużyłem alkoholu, to dzisiaj mam kaca. A w świecie duchowym to tak nie działa. Dzisiaj grzeszę, a skutki moich grzechów mogą przyjść za pięć, a nawet dwadzieścia lat. Moje grzechy mogą dotyczyć narkomanii, kradzieży, a nagle okaże się, że jestem niezdolny do kochania.

Widział Ksiądz w praktyce skutki okultyzmu?
Zbyt często. Spektrum jest tu ogromne: od różnych skutków natury emocjonalnej, psychicznej, zdrowotnej, przez niepowodzenia w pracy i absurdalne sytuacje.

Znajomy kupił karty tarota, nie mając świadomości, że to coś złego. Przez rok jego rodzinę ciągle spotykały dziwne zdarzenia i wypadki. Wreszcie teściowa doradziła mu, by spalił karty. Problemy minęły.
Ponieważ było to nieświadome, to działo się tylko tyle. Cała trudność polega na tym, żeby zrozumieć, że to są wszystko przedmioty, które służą do pogańskiego kultu. Więc same w sobie są już niebezpieczne. Tylko forma tego niebezpieczeństwa zależy od naszego zaangażowania. Kiedy ktoś przychodzi do mnie, podejrzewając w swoim życiu działanie złego ducha, zaczynam od podstawowych pytań: o wizyty u wróżki, o zagraniczne podróże i przedmioty z nich przywiezione. To jest taka rutynowa ankieta. Bardzo często jest też tak, że nakłada się u kogoś kilka rzeczy: najpierw karty tarota, potem bioenergoterapeuta, czasem ktoś małemu dziecku czerwoną kokardkę zawiązał, bo nie wiadomo, czy chrzest do końca „zadziała”, więc woli je chronić w ten sposób… Każda z tych rzeczy z osobna jest grzechem, ale mogłaby nie mieć istotnych skutków. Kiedy jednak to wszystko się skumuluje, połączy z naszymi zwykłymi „domowymi” grzechami, które popełniamy – tworzy się mieszanka wybuchowa. Nie wiem, czy pamięta pan awanturę, kiedy Wojciech Cejrowski wyśmiał w którymś programie katolików kłaniających się rzeźbom w świątyni buddyjskiej. A przecież to jest grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu Bożemu, i to grzech ciężki! Kiedy rozmawiamy o horoskopach, bardzo często słyszę: ja to robię dla żartu, dla zabicia czasu, nie wierzę w to. Wtedy tłumaczę: zrozum, szatan nie ma poczucia humoru. Dla niego te działania oznaczają, że ty wyrażasz zgodę, żeby on w twoje życie wszedł. I on prędzej czy później z tego skorzysta.

Jak o tym mówić, żeby nie wpaść w przesadę; żeby szatan nie wyrósł w czyichś oczach na bożka, silniejszego od Pana Boga?
Ja od lat mam wypraktykowaną taką zasadę, że staram się mówić, że szatan jest i działa, ale bardziej próbuję pokazać jego mechanizmy. Dlatego, że on bezpośrednio niewiele może mi zrobić, jeżeli nie ma mojej zgody. Choć musimy też pamiętać o mocy przekleństwa, złorzeczenia, które jest jakby odwrotnością błogosławieństwa. Ale dopiero kiedy my otworzymy się na działanie złego ducha, poprzez nasze grzechy, wtedy może on działać bezpośrednio.

Czyli nie ma raczej możliwości, żeby doszło do opętania przez samo działanie osób trzecich?
Mówimy tu o sytuacjach bardzo niuansowych. Dlatego że jeżeli ktoś rzuci na mnie przekleństwo, to znaczy, że pozwolił Złemu działać w moim kierunku. Ale moc tego działania zależy w jakiejś mierze ode mnie. Jeżeli będę w stanie łaski uświęcającej, to działanie jest osłabione. Wtedy diabeł szuka haka. Kombinuje, jak tu każdego z nas ugryźć – stąd są te wszystkie pokusy, które przeżywamy, od bardzo poważnych spraw po drobiazgi. No i czasem ugrywa swoje. Z drugiej strony pokusa jest też bardzo dobrym znakiem. Dlaczego? Bo szatan nie kusi człowieka tylko w dwóch sytuacjach: kiedy jesteśmy w niebie, bo nas stamtąd absolutnie nie wyciągnie, i kiedy idziemy prosto do piekła – bo wtedy już nie ma po co. W tej drugiej sytuacji rzuca nam tylko cukierki, żebyśmy z tej drogi nie zeszli. A jeśli jest pokusa, to znaczy, że choćby malutkim kawałkiem paznokcia, ale ciągle się trzymam drogi do Pana Boga.

Czym właściwie jest egzorcyzm, kto go może sprawować i kto go potrzebuje?
Egzorcyzm jest modlitwą Kościoła, której zadaniem jest uwolnienie człowieka od działania złego ducha. Może go odprawiać biskup lub kapłan przez niego wyznaczony. Rytuał egzorcyzmów mówi bardzo wyraźnie: kapłan ten ma obowiązek rozeznać, czy mamy do czynienia z opętaniem. W momencie kiedy rozeznaje, że jest to opętanie, przystępuje do egzorcyzmów.

Jak odróżnić opętanie od innego rodzaju zniewoleń czy wręcz od choroby psychicznej?
Niektóre działania są ewidentne: jeżeli ośmioletnie dziecko ma siłę Pudzianowskiego – to z pewnością nie jest to naturalne. Albo jeśli ktoś, kto ma wykształcenie podstawowe, nagle zaczyna biegle mówić po łacinie. Natomiast my rozeznajemy poprzez modlitwę, rozmowę. A jeżeli mamy jakiekolwiek wątpliwości, to zawsze odsyłamy do psychiatry czy psychologa.

Rozumiem, że ktoś, kto kiedykolwiek uczestniczył w egzorcyzmach, nie będzie miał wątpliwości co do tego, że szatan jest osobowym bytem?
Nie sądzę, żeby ktoś miał wątpliwości po choćby jednym egzorcyzmie. Nawet jeżeli w czasie tego egzorcyzmu nie odbywały się jakieś manifestacje złego ducha, to robi to wrażenie.

Czym będzie się Ksiądz zajmował jako koordynator posługi egzorcystów w Polsce?
Moim zadaniem będzie przede wszystkim organizowanie sympozjów, które służą naszej formacji. Ważna będzie też kwestia kontaktu z grupą teologów, którzy służą nam pomocą. Oni nie są egzorcystami, ale pomogą sprecyzować pewne pojęcia.

O jakie konkretnie pojęcia chodzi?
Jest tego bardzo dużo. Przede wszystkim trzeba jasno zdefiniować i oddzielić opętanie, zniewolenie, dręczenie itd. Ale pojawiają się też np. kwestie pewnych sakramentaliów, takich jak egzorcyzmowana woda, olej, sól. Używamy takich pojęć, choć przecież egzorcyzmowanie oznacza uwolnienie od złego ducha. Czy to znaczy, że w wodzie może być szatan? Chodzi więc o uściślenie pewnych pojęć, żeby nie robić zamieszania.

Myśli Ksiądz, że w Polsce jest obecnie odpowiednia ilość egzorcystów?
Liczba egzorcystów to indywidualna decyzja każdego biskupa. To biskupi decydują, w jakiej formie chcą współpracy z księżmi, którzy będą posługiwać. W każdej diecezji wygląda to troszeczkę inaczej. W moim wypadku bywają tygodnie, a nawet miesiące, kiedy nie wiem, w co mam ręce włożyć, a potem przychodzą tygodnie spokoju. Ale każdy zniewolony, dręczony przez złego ducha czy chory psychicznie – to jest dla nas ból. Więc życzyłbym sobie jak najwięcej takich dni, kiedy nie mam nic do roboty.

Czuje się Ksiądz wyczerpany po egzorcyzmach?
Tak. Jest to wyczerpujące i psychicznie, i fizycznie. Nawet nie wiem, co bardziej. Posługuję 15 lat i musiałem już troszkę zwolnić tempo. Kiedyś byłem w stanie przyjąć 6–8 osób dziennie. Dzisiaj to już dla mnie historia.

Ale sam fakt uwolnienia jest chyba jednak bardzo pokrzepiający?
O tak, oczywiście! Jako kapłan jestem tylko tym, który się modli, natomiast działa Pan Jezus. Trzeba to sobie jasno powiedzieć, że to nie moja modlitwa i nie moje ręce dokonują cudu. Natomiast na pewno jest to dla egzorcysty radość. Porównałbym to do radości lekarza, który stwierdza, że pacjent został wyleczony. Tego szczęścia nie da się zapomnieć.

Co jest najlepszą bronią przeciwko złemu duchowi?
Banalnie proste, niedocenione praktyki religijne, których uczyły nas nasze mamy i babcie: codzienna modlitwa, niedzielna, świąteczna Msza św. i Komunia św., regularna, najlepiej comiesięczna, dobrze przygotowana i przeżyta spowiedź. Jeśli do tego jeszcze dołożymy post i jałmużnę, lekturę Pisma Świętego, to możemy spać spokojnie. Jasne, że szatan będzie nas skubał, podgryzał, złościł się i przeszkadzał, ale nie zrobi nam autentycznej krzywdy. Natomiast jeżeli damy sobie odebrać tę łączność z Bogiem, to stajemy się wobec diabła bezbronni jak niemowlę.

X